Ł. Szeliga: W obecnej sytuacji nikt nie jest pokrzywdzony [WYWIAD]
Adrian Stykowski/Polski Komitet Paraolimpijski

Ł. Szeliga: W obecnej sytuacji nikt nie jest pokrzywdzony [WYWIAD]

  • Dodał: Radosław Kępys
  • Data publikacji: 20.04.2020, 09:14

Nie ma w tej chwili w Polsce osoby, która miałaby większe pojęcie o tym, jak wygląda sport paraolimpijski, niż Łukasz Szeliga – Prezes Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego oraz Polskiego Związku Sportu Niepełnosprawnych „Start”, a także członek zarządu Europejskiego Komitetu Paraolimpijskiego.

 

O tym, jakie wyglądają polskie realia, nad czym trzeba pracować, a co już zostało wypracowane, ale też o tym, co ostatnich dniach jest w mediach wszechobecne, czyli problemach sportu paraolimpijskiego w dobie koronawirusa rozmawiał Radosław Kępys.

 

Radosław Kępys: Zacznijmy od osobistego pytania – jak w czasie przymusowej kwarantanny, jaka obecnie nas obowiązuje, zmieniło się życie osoby tak aktywnej, jak Ty?

 

Łukasz Szeliga: Myślę, że konsekwencje obecnej sytuacji odczuwają wszyscy, niezależnie od tego, czym się zajmują. Jeśli chodzi o mnie, przemieszczam się ewentualnie do pracy i po najbardziej potrzebne zakupy. Moja aktywność mocno się ograniczyła. Stosuje się do zaleceń Ministra Zdrowia, bo najważniejsze w tym wszystkim jest to, żeby nie narażać samego siebie i innych. Z innymi jestem w kontakcie telefonicznym, mailowym oraz innego rodzaju audio-video, co też jest elementem pracy na co dzień, bo tak naprawdę najwięcej tej aktywności zawodowej w ramach tego, co robię odbywa się za pomocą tego typu kontaktów.

 

RK: Jakie tematy są teraz najczęściej poruszane przez osoby decyzyjne ze środowiska sportu osób z niepełnosprawnościami?

 

ŁS: W przypadku takich dużych organizacji, jak Polski Komitet Paraolimpijski czy Polski Związek Sportu Niepełnosprawnych „Start” wszelkie problemy pozostają obecnie w zawieszeniu. Dotyczy to przede wszystkim przygotowania do Igrzysk Paraolimpijskich, które zostały przeniesione na przyszły rok. Tutaj było najwięcej  obaw, zanim pojawiła się oficjalna informacja o przełożeniu, bo zawodnicy i trenerzy martwili się o to, co z kwalifikacjami paraolimpijskimi, niektórzy nie mieli jeszcze ich wywalczonych. Po oficjalnym ogłoszeniu decyzji atmosfera trochę się uspokoiła, ale z drugiej strony nikt nie może wstrzymać procesów treningowych, które już były przygotowane.

 

Najbardziej w oczy rzucają nam  się pływacy, jako przykład tych sportowców, którzy obecnie nie są w stanie prowadzić regularnego treningu, gdyż wszystkie pływalnie w Polsce są zamknięte. Tak naprawdę jednak wszyscy inni sportowcy też nie mogą przeprowadzić wraz z trenerami normalnych zajęć – nie działają siłownie i wszystkie inne obiekty związane z tego typu aktywnością, więc trenerzy i zawodnicy prześcigają się w wymyślaniu rozmaitych pomysłów, w jaki sposób wykorzystać przestrzeń mieszkania, domu czy ogrodu. W ten sposób uruchomił się proces kreatywnego myślenia. Jest to zupełnie nowa sytuacja i musimy sobie z nią radzić, ale dotyka ona cały świat, nie tylko nas. Izolacja i ograniczanie ruchu jest powszechną praktyką we wszystkich krajach, gdzie ten koronawirus się pojawił.

 

RK: Poruszyłeś kilka istotnych tematów, które teraz chciałbym rozwinąć. Na początek chciałem spytać o to, jak przełożenie Igrzysk Paraolimpijskich na przyszły rok zostało odebrane w polskim środowisku? Czy jest to podobnie trudne przedsięwzięcie, jak u sportowców pełnosprawnych, jeśli chodzi o organizację, finanse i skalę przygotowań?

 

ŁS: Oczywiście, że to bardzo duży problem, bo proces przygotowania całej imprezy przedłużył się o rok. Szczególnie problematyczne jest to dla tych zawodników, którzy planowali zakończenie kariery sportowej w Tokio – to dotyczy zarówno olimpijczyków, jak i paraolimpijczyków. Jeśli jest się blisko zakończenia kariery, dwanaście miesięcy dodatkowych przygotowań to duże wyzwanie. Trochę inaczej wygląda to u młodszych zawodników, bo oni mają jeszcze dodatkowy rok, żeby zbudować jeszcze lepszą formę. Większość jednak taką decyzję przyjęła bardzo dobrze. Komunikaty, które do mnie docierają mówią, że to sprawiedliwe rozwiązanie i ja też tak uważam.

 

To też duże wyzwanie dla związków sportowych, ale i tak największy problem ma Komitet Organizacyjny imprezy. Wszystkie obiekty, które miały zostać wykorzystane zostały stworzone na określony termin, tak jak choćby wioska olimpijska – wszystko musi zostać utrzymane przez kolejny rok, a to powoduje dodatkowe koszty i zwiększenie budżetu igrzysk. W tym wszystkim pozytywne jest to, że Japonia to bardzo bogaty kraj i pewnie to wszystko udźwignie. Pomyślmy, co by było, gdyby ta sytuacja przydarzyła się cztery lata temu w Brazylii, która nie jest światową potęgą gospodarczą.

 

Co do przygotowania sportowców, wielu trenerów zazwyczaj planuje duży czteroletni makrocykl, który teraz będzie musiał zostać przeprogramowany. To duże wyzwanie, ale tak jak już mówiłem – jest to o tyle sprawiedliwe, że wszystkim sportowcom świata w tym samym czasie ograniczono możliwość wykonywania standardowych treningów. Sport uczy cierpliwości i ją kształtuje, ale ta sytuacja pokazuje też, że trzeba mieć w sobie dużo pokory, bo można sobie planować różne rzeczy, a i tak potem przychodzi coś, do czego trzeba się na nowo adaptować. Nie wiemy, kiedy to się skończy i kiedy tak naprawdę wróci sport, jaki znamy.

 

RK: Ostatnie pytanie z gatunku tych związanych z koronawirusem – czy można wskazać jakieś elementy, którymi różni się kwarantanna sportowców z niepełnosprawnością od tych pełnosprawnych?

 

ŁS: Wydaje mi się, że specjalnie niczym się to nie różni. Wszyscy musimy być w jakiś sposób wyizolowani, choć pewnie w niektórych przypadkach jest to trudniejsze. Tutaj dużo znaczy określony rodzaj niepełnosprawności – na pewno tetraplegikom czy osobom niewidomym ciężko jest zachowywać pewne standardy, jednak te osoby niepełnosprawne, które uprawiają sport są bardziej przyzwyczajone do takiego standardu, bo każdy to gdzieś w swoim życiu przeżył – czy to po wypadku, czy w trakcie jakiejś choroby. Mając już takie doświadczenie z sytuacją zamknięcia na jakiś czas – w domu, w szpitalu, na oddziale rehabilitacyjnym mogą mieć oni trochę łatwiej.

 

RK: Porozmawiajmy teraz o takich tematach bardziej ogólnych. Z perspektywy człowieka, który jest na organizacyjnym szczycie sportu paraolimpijskiego w Polsce od kilku lat, co możesz powiedzieć co możesz powiedzieć o jego funkcjonowaniu. Jakie elementy już są kompletne, a co jeszcze można poprawić?

 

ŁS: To jest bardzo trudny temat. Jeśli popatrzymy na sport paraolimpijski jako piramidę, jej szczyt w postaci sportowców, którzy rywalizują na najwyższym poziomie jest dość dobrze zorganizowany. Te kadry narodowe, które są stworzone mają zabezpieczoną możliwość przygotowywania się do najważniejszych zawodów – Igrzysk Olimpijskich, Mistrzostw Świata, Pucharu Świata. Sportowcy z niepełnosprawnością mają zapewnione praktycznie te same rozwiązania, co sportowcy pełnosprawni. Ministerstwo Sportu staje na wysokości zadania i ta grupa jest tak zabezpieczona, że może rywalizować na najwyższym światowym poziomie, co pokazują wyniki sportowe.

 

Natomiast ja patrzę na ten sport szerzej. To, co dzieje się na szczycie tej piramidy jest pewną konsekwencją tego, co dzieje się u dołu. Jak patrzymy tam, gdzie ważna jest rekreacja i generalnie uprawianie sportu na co dzień, to już tak kolorowo nie jest. Pracujemy nad takim projektem w ramach którego będziemy w stanie przeszkolić nauczycieli wychowania fizycznego. Chcielibyśmy, by w szkołach na każdym etapie osoby z niepełnosprawnościami brały udział w zajęciach z wychowania fizycznego. Przydałoby się, żeby w ich przypadku akcja „Stop zwolnieniom z WF-u” była jeszcze bardziej respektowana, niż przy uczniach pełnosprawnych. Ta potrzeba ruchu u osoby z niepełnosprawnością jest jeszcze wyższa i ważniejsza. Natomiast bez edukacji nauczycieli wychowania fizycznego, klas 1-3 czy nawet przedszkolanek nic z tego nie będzie. Uprawianie sportu na poziomie rekreacyjnym jest najważniejsze dla zdrowia, bo sport jest lekarstwem na wszystko, a nie ma takiej tabletki, która by to zastąpiła. Mamy w Polsce orzeczonych prawie 200 000 osób z niepełnosprawnością poniżej 18. roku życia, która uczęszcza do szkół i ta liczba pokazuje skalę trudności, z jaką przy tym projekcie musimy się zmierzyć, ale nie ma innej drogi, by osoby z niepełnosprawnością mogły normalnie brać udział w zajęciach.

 

Rozwiązania w sporcie osób z niepełnosprawnością znajdą się dla wszystkich. Nawet jeśli ktoś ma bardzo ograniczone możliwości ruchowe – przy różnego rodzaju porażeniach mózgowych, gdy takie osoby często poruszają się na wózku elektrycznym, może uprawiać boccię, która jest sportem paraolimpijskim, o bardzo otwartej formule, która też bardzo integruję uczestników, więc nawet jeśli masz bardzo ograniczone możliwości, możesz coś zrobić. Idąc dalej, to te przypadki już są lżejsze i wachlarz tych możliwości sportowych rozszerza się – można pływać, uprawiać lekkoatletykę, siatkówkę na siedząco czy wiele innych sportów.

 

Jednak bez reedukacji nauczycieli wychowania fizycznego nie będziemy w stanie uruchomić tej piramidy, żeby ona dobrze działała. Dziś przygotowujemy już taki system kompetencyjny, który jest zbudowany na polskiej oraz europejskiej Sektorowej Ramie Kwalifikacyjnej, więc w przyszłości uprawnienia będą respektowane też w każdym innym europejskim kraju, wniosek rejestrację tego projektu jest już złożony w Ministerstwie Sportu.

 

RK: Jedna strona to jest szkoła i nauczyciele, ale jestem ciekaw, jak oceniasz podejście rodziców dziecka, które dopiero zaczyna swoją przygodę i chce się bardziej zaangażować w sport? Z pewnych obserwacji widzę, że rodzice boją się czasem narażać dziecko niepełnosprawne.

 

ŁS: Oczywiście, rodzice są „kluczową instytucją” w tym wszystkim, jednak pokazanie tego w szkołach przez nauczycieli to może być taki impuls, który pokaże rodzicom, że nie można pozbawiać dziecka możliwości udziału w aktywnościach fizycznych. Jest to duży problem, bo rodzice dzieci z niepełnosprawnościami czasem nie mają wiedzy czy informacji, które zachęcają do tego, by to dziecko z domu wypychać na świat – czy to na pływalnię, czy na narty zimą, czy do innych aktywności. Dziś ta piramida sportu niepełnosprawnych ma wąską podstawę i na razie ciężko zakładać, by miała ona się bardzo rozwijać. Często jest tak, że dół piramidy nie jest dużo szerszy, niż góra, a to zła konstrukcja, dziś tych dobrych proporcji nie ma, gdy patrzymy przez pryzmat statystyk i liczb, a tak na to należy spoglądać.

 

Oprócz tego, o czym jeszcze mówimy, czyli predyspozycji mentalnych czy chęci – jest też inny problem, który wiąże się z posiadaniem odpowiedniego sprzętu sportowego. Mamy  takie przypadki, gdzie jest on bardzo drogi. Przykładem tu jest rower ręczny (tzw. handbike – przyp. red.). Mało kogo stać, by wydać te kilkanaście tysięcy złotych, żeby móc jeździć na rowerze. Rozmawiam z Państwowym Funduszem Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych na temat tego, żeby stworzyć programy wspierające osoby, które chcą uprawiać taki sport, bo to bardzo często jest tak, że nie stać ich na zakup tak drogiego sprzętu, a dostępność sprzętu też jest mała.

 

Są lekkoatleci biegający na protezach, ale my wśród nich – mimo kapitalnych wyników lekkoatletów na najważniejszych imprezach międzynarodowych w innych kategoriach – nie mamy swoich przedstawicieli, ucieka nam spora ilość konkurencji medalowych. To wszystko obejmuje tzw. sport adaptowany, gdzie za pomocą specjalistycznego sprzętu lub ludzi (np. przewodników dla niewidomych biegaczy) można było rywalizować na najwyższym poziomie. Tu jednak potrzebne są rozwiązania systemowe.

 

RK: Porozmawiajmy chwilę o popularności sportu paraolimpijskiego. W Polsce organizuje się coraz więcej imprez najwyższej rangi. Czy to przekłada się na zainteresowanie? Widać kibiców, którzy faktycznie są tym zainteresowani?

 

ŁS: Przybywa nam coraz więcej kibiców. Zasięg tego, co robimy też jest coraz większy, jednak to jeszcze nie jest to, czego byśmy oczekiwali. Próbujemy budować świadomość społeczną poprzez Igrzyska Paraolimpijskie. Przy okazji takiego fantastycznego wydarzenia jest najlepszy moment, by pokazać na czym to wszystko polega. Dzięki temu można łamać wiele stereotypów. Gdy na przykład widzimy takie obrazki, jak osoba, która nie ma rąk, strzela z łuku przy pomocy nogi i swoich zębów potrafi napiąć cięciwę i wystrzelić celnie. Takie obrazki dają dużo do myślenia i otwierają ludziom oczy. To pokazuje, że można uprawiać sport i być aktywnym, nawet mimo pewnych schorzeń. Dziś wszyscy są zgodni co do jednego, że nie ma lepszej formy rehabilitacji, jak taka poprzez sport.

 

RK: Trudno się nie zgodzić, bo to jest teza nie do obalenia. Ciekawa jest kwestia łączenia sportu pełnosprawnych i niepełnosprawnych. Mamy przykład mityngów lekkoatletycznych, w zeszłym roku mieliśmy łączone MŚ w badmintonie i parabadmintonie, na PŚ w  biegach narciarskich w Dreźnie też w tym samym czasie rywalizowali sportowcy pełnosprawni i ci z niepełnosprawnością. Czy to może iść dalszą drogą i czy w dalekiej przyszłości może zdarzyć się sytuacja, gdy nie będzie już osobnych Igrzysk Olimpijskich i Paraolimpijskich, tylko łączone zawody?

 

ŁS: Moje zdanie jest takie, że byłoby to idealne, gdyby udało się połączyć imprezy i przeprowadzać je w formie integracyjnej, natomiast ograniczeniem jest tu logistyka. Dobrym przykładem jest lekkoatletyka, gdyż są to największe zawody, jakie można przeprowadzić i trudno byłoby w czasie tych samych zawodów przeprowadzać wspólnie konkurencje lekkoatletyczne i paralekkoatletyczne. Nikt jeszcze takiej formuły nie przygotowywał. Na mityngach sportowcy z niepełnosprawnościami startują raczej  pokazowo, demonstracyjnie. Oczywiście idea tego jest świetna i dobrze by było, gdyby była rozbudowywana, bo to też pozwala się pokazać sportowcom niepełnosprawnym. Co do igrzysk, podobna sytuacja. Obawiam się, że trudno będzie połączyć dwie imprezy z uwagi na logistykę, bo wówczas takie jedne igrzyska musiałyby trwać chyba z miesiąc i ludzie pewnie byliby też już tym zmęczeni. Rozdzielanie tego ma sens. Może za kilkadziesiąt lat ta formuła się zmieni. Oby tak się stało, bo to byłoby z korzyścią dla sportowców paraolimpijskich.

 

RK: Za rok prawdopodobnie odbędą się te przełożone igrzyska. Jak dzisiaj wyglądają prognozy medalowe? Czy znowu jest szansa na jakiś rekord medalowy, bo właściwie co cztery lata sportowcy paraolimpijscy zawieszają sobie poprzeczkę coraz wyżej?

 

ŁS: Będzie trudno pobić kolejne rekordy, chociażby w liczbie przywiezionych medali, ponieważ mamy taką sytuację, gdy cały świat idzie do przodu i zdobycie medali w takiej liczbie, która dałaby nam pozycję w pierwszej 10-tce klasyfikacji medalowej będzie bardzo trudne, z uwagi na to, że niektórzy utytułowani zawodnicy już skończyli karierę, a w ich miejsce nie pojawiły się kolejne nazwiska, które dałyby porównywalne osiągnięcia medalowe. My bardzo duży nacisk kładziemy przede wszystkim na kolejne sekcje pływackie i lekkoatletyczne, których uruchamiamy coraz więcej. W tym roku Polski Komitet Paraolimpijski i Polski Związek Sportu Niepełnosprawnych „START” razem będzie realizować zajęcia w stu nowych sekcjach sportowych – na każdą z nich składa się 10 osób.

 

Proces pojawienia się wyników nowych zawodników jest jednak bardzo długi. W sporcie bardzo długo pracuje się na rezultat, a potem nie zawsze udaje się utrzymać formę. Zwróćmy po raz kolejny uwagę na pływanie. Był czas, gdy mieliśmy w nim duże sukcesy. To wszystko skończyło się mniej więcej na etapie Igrzysk Olimpijskich w Pekinie, gdzie było całkiem przyzwoicie, potem w Londynie było już dużo słabiej, a zawody w Rio przyniosły nam tylko dwa medale, przy czym jest to przecież sport, który daje bardzo wiele medalowych możliwości, obok lekkiej atletyki. Teraz powrót do wysokiego poziomu to nie jest prosta sprawa. Pamiętajmy, że pływanie to sport bardzo trudny. Ktoś, kto chce być na najwyższym poziomie musi trenować przynajmniej 6 dni w tygodniu, 2 razy dziennie i każdy trening robić w pełni profesjonalnie, żeby móc konkurować z najlepszymi na świecie.

 

Ja przewiduje, że te inwestycje, które teraz czynimy w rozwój początkujących pływaków przyniosą efekty, ale te pojawią się dopiero za 6 – 10 lat i to jest jakiś minimalny okres, który musi minąć, żeby sportowcy, którzy weszli w ten sport mogli zdobywać medale na międzynarodowych imprezach.

 

RK: Tu mówimy o sportach indywidualnych, a jak wyglądają w naszym kraju możliwości drużynowych sportów paraolimpijskich? Za przykłady można tu podać koszykówkę na wózkach, siatkówkę na siedząco czy rugby?

 

ŁS: W sportach drużynowych kwalifikacja paraolimpijska jest bardzo trudna, bo mamy limit 12 drużyn w większości sportów, więc sukcesem jest już sama kwalifikacja. Niestety, poziom naszych lig krajowych zarówno w koszykówce na wózkach, goalballu, siatkówce na siedząco czy rugby na wózkach nie jest jeszcze tak wysoki, żeby dawało nam to możliwość awansu. Ostatni występ koszykarzy miał miejsce w Londynie (8. miejsce). Tę drużynę stanowili jednak zawodnicy, którzy w większości grali w zachodnich ligach – Niemczech, Włoszech, Turcji i ta podstawowa 5-tka, która rozgrywała te mecze składała się właśnie z takich zawodników.

 

To wszystko pokazuje, że tu trzeba zrobić jeszcze wiele i jest to bardzo trudne, bo trzeba zbudować solidną ligę składającą się z kilku zespołów. Poziom jest jednak za niski i to nie daje możliwości, by z tych wszystkich klubów, które biorą udział w rozgrywkach zbudować reprezentację, która mogłaby nas reprezentować na najwyższym poziomie i być w czołówce europejskiej czy w światowej. Z naszego kontynentu na igrzyska paraolimpijskie często jedzie jeden zespół albo dwa, więc jest bardzo ciężko.

 

Nam również zależy na tych sportach drużynowych, bo wiadomo, że to jest coś zupełnie innego, niż sport indywidualny. Zdobyty medal ma większą wartość, trzeba zgrać ze sobą więcej czynników, by go zdobyć, ale dzisiaj planując finansowanie tego sportu też musimy patrzeć trochę strategicznie na to, co robimy, czyli zasadniczo wspieramy indywidualne sporty – te, które są w stanie dostarczyć nam medali. Ja sam jako działacz też jestem potem z tego rozliczany. To nie jest jednak tak, że zapominamy o innych sportach, bo na przykład siatkówka na siedząco to sport bardzo integrujący – by w nią grać niekoniecznie trzeba być osobą niepełnosprawną, każdy może usiąść na parkiecie i zagrać taki mecz. Podsumowując, można powiedzieć, że priorytet jest gdzie indziej – by do sportu paraolimpijskiego przekonać, jak największą ilość osób oraz stawiać na te sporty, które dają nam najlepsze wyniki i najwięcej szans medalowych.

Radosław Kępys

Mam 27 lat. W październiku 2017 roku uzyskałem dyplom magistra Politologii na Wydziale Społecznych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Wcześniej od 2015 roku pisałem dla igrzyska24.pl. Odpowiedzialny za biathlon, kajakarstwo, pływanie, siatkówkę i siatkówkę plażową, ale w tym czasie pisałem informacje z bardzo wielu sportów - od lekkiej atletyki po narciarstwo alpejskie. Sport to moja pasja od najmłodszych lat i na zawsze taką pozostanie. Poza nim uwielbiam dobrą literaturę, dobrą muzykę i dobre jedzenie. Interesuje się też historią najnowszą i polityką.