Aleksander Kossakowski: chcę usłyszeć, że jesteśmy pierwsi albo drudzy w finale!
fot. Inga Świetlicka

Aleksander Kossakowski: chcę usłyszeć, że jesteśmy pierwsi albo drudzy w finale!

  • Data publikacji: 07.11.2019, 15:25

Aleksander Kossakowski i Krzysztof Wasilewski, paralekkoatleci. Ten pierwszy jest niewidomy, ten drugi jest jego przewodnikiem. Rok temu w Berlinie zostali mistrzami Europy w biegu na 1500 m, wicemistrzami na 5000m. W Dubaju wystartują w obu konkurencjach w grupie T11 – dla zawodników niewidomych i niedowidzących, dziś pobiegną w eliminacjach na 1500m. O marzeniach o złocie i zgraniu na bieżni rozmawiała z nimi Paulina Malinowska-Kowalczyk, rzeczniczka Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego.

 

 

Paulina: Współpracujecie od półtora roku. Co się zmieniło od ME w Berlinie w 2018 roku? Dotarliście się tak, że biegniecie oddech w oddech, uderzenie serca w uderzenie serca?

 

Aleksander: Wiele się zmieniło, odkąd rozpoczęliśmy wspólną przygodę ze sportem. Jesteśmy bardziej zsynchronizowani, rozumiemy swoje organizmy lepiej i jesteśmy w stanie osiągać więcej na treningach i zawodach.

 

Krzysztof: Musiałem się tego zawodu przewodnika nauczyć. Gdy rozmawialiśmy w Berlinie, to było zaledwie pół roku i dopiero rozpoczynałem przygodę, teraz wiem więcej, mam większe doświadczenie.

 

Paulina: Kiedy się uczymy, wzorujemy się a mistrzu, mamy mentora. Pomaga wam ktoś, czy uczycie się „na sobie"?

 

Krzysztof: Mamy trenera, który czujnie patrzy i zwraca uwagę na wszystkie szczegóły. Przy czym do tych technicznych kwestii przewodnika musiałem sam dojść, przy czym Olek też mi daje feedback i zgrywamy się coraz lepiej.

 

Paulina: Co było najtrudniejsze do pokonania, żebyście pracowali jak jeden organizm, bo chyba o to najbardziej chodzi.

 

Aleksander: Ciężkie pytanie. Takich spraw mniejszej wagi jest bardzo dużo i one się sumują, ale po to przebywamy razem na zgrupowaniach, startujemy na zawodach, jeździmy wszędzie razem, żeby te małe problematyczne sprawy rozwiązać.  Może to nie jest tak, że jest idealnie, bo coś takiego jak „idealnie" nie istnieje, zawsze będzie jakieś „ale", emocje też grają rolę i nie zawsze jesteśmy w 100% w stanie zapanować nad sytuacją. A co było najtrudniejsze? Ja tu nie widzę nic trudnego (śmiech). Super się dogadujemy, nie ma zwad między nami, ogólnie taka relacja jest czysto przyjacielska, nie mamy do siebie żadnych wyrzutów. Problemy techniczne się zdarzają, ale jak się pojawiają to w zarodku zostają zniwelowane. Trzeba się skupić na tym, co jest dobre.

 

Krzysztof: Musiałem oduczyć się swoich nawyków, które mam z biegów indywidualnych. Przede wszystkim nie biec przed Olkiem na metę, nie próbować się z nim ścigać. Muszę pracować nad koncentracją, żeby pamiętać o wszystkich małych rzeczach, które są istotne podczas biegu, wczuć się w sytuację Olka – co dla niego jest tak naprawdę ważne.

 

Aleksander: Niektóre rzeczy, na które sprawni nie zwracają uwagi są dla niewidomych bardzo kluczowe. Brak informacji od Krzyśka, tego feedbacku, co się dzieje w otoczeniu naprawdę ogranicza moje spektrum postrzegania tego, co się dzieje dookoła. W momencie, kiedy Krzysiu to zrozumiał, troszkę to trwało, bo wiadomo, że ciężko jest się wczuć, trzeba mieć naprawdę dużo empatii to jest coraz lepiej z dnia na dzień.

 

Paulina: Rok temu mówiłeś, że najtrudniejsze jest mówienie podczas biegu.  Teraz przychodzi ci to łatwiej?

 

Krzysztof: Trudność jest podobna, ale lepiej wiem, co powinienem mówić i co jest istotne.

 

Paulina: Olek co najbardziej chcesz wiedzieć?

 

Aleksander: Zależy jakie to są zawody. Jeśli to są zawody typu mityng, gdzie możemy zaryzykować, pobiec bardzo szybko jakąś pierwszą część odcinka, to wtedy chciałbym usłyszeć jakie mamy międzyczasy, wszystkie techniczne sprawy.

 

Paulina: A co chciałbyś usłyszeć na mistrzostwach świata?

 

Aleksander: Że dobiegliśmy pierwsi albo drudzy w eliminacjach...

 

Krzysztof: (głośny śmiech).

 

Aleksander: I pierwsi albo drudzy w finale.

 

Krzysztof: Próbuję to sobie wizualizować, ale trudno przewidzieć jak ten bieg się ułoży. Na bieżąco będę analizował sytuację i informował Olka.

 

Paulina: Wasz cel na mistrzostwach w Dubaju?

 

Aleksander: Cel zadaniowy to dostać się do finału, a celem finałowym wygrać finał.

 

(obaj się śmieją)

 

Paulina: Proste są te zadania.

 

Aleksander: Nie ma co się koncentrować na tym, co będzie daleko w przód. Trzeba koncentrować się na małych rzeczach, na które mamy wpływ w tej chwili.

 

Paulina: Kto wam może zagrozić? Kogo się boicie?

 

Aleksander: W biegach średnich jak zwykle Kenia, jest jeszcze dosyć mocny Brazylijczyk, z którym już biegaliśmy w Paryżu i pokazał klasę. Będzie trzeba się go trzymać i wyprzedzić na ostatnich 100 metrach.

 

Paulina: Po mistrzostwach Europy w Berlinie, gdzie zdobyliście złoto zrobiło się o was głośno. Coś to zmieniło?

 

Aleksander: Zmotywowało nas to do większego poświęcenia i wyrzeczeń, i jeszcze większych chęci do zdobywania coraz większych sukcesów, żeby było tego jak najwięcej.

 

Krzysztof: Zrozumiałem, że ten nasz cel, nasze marzenie, czyli medale mistrzostw świata i medale igrzysk paraolimpijskich są w zasięgu i trzeba o nie walczyć.

 

Paulina: Biegaczom się życzy „połamania nóg"?

 

Krzysztof: I rozerwania szarfy.

 

Aleksander: Takie przesądy i rytuały nie mają większego znaczenia. Tylko ograniczają nasze myślenie i możliwości.

 

Paulina: To bez przesądów i ograniczania połamania nóg i rozerwania szarfy.

 

Aleksander i Krzysztof: (najpierw śmiech potem ) Dziękujemy!

 

źródło: informacja prasowa